<@NAGLOWEK--KONTAKT>

Kontakt:
Maciej T. Woźniak ps. "juan_em"
Nr tel: +48 504 418 818
Email: juan_em@hackerspace.pl

<#NAGLOWEK--KONTAKT>


<@TEKST>


            Ostatni Haker
        Walka Hakera z hakerami

     Maciej T. Woźniak ps. "juan_em"

Przedmowa
    "Rzeczy, co mu sie niby należy
    
    System może zabrać, wszystko co do nas należy.
    Tylko od nas zależy
    Ile damy mu nas, i naszych rzeczy.
    Których mu, sie nie należy..."
        -- Maciej T. Woźniak, z prywatengo zbioru 'System świata'

    Drogi czytelniku, niech tekst ten będzie ci przestrogą. Choć system tego
    świata potrafi nas zranić, tylko my możemy uzyskać sparawiedliwość. Historię
    te dedykuję mojemu ojcu, szanownemu T. S. W. 'Kochający syn, szwedofilowi'.
    Bo i on stawiał sie systemowi, kończąc studia z socjologii, z myślą o
    pracy.

    "Doublethink means the power of holding two contradictory beliefs in one's
    mind simultaneously, and accepting both of them." -- George Orwell, 1984


Rozdział 1:
Jednostajny szum wiatraka, miarowa praca drukarek wypełniały pokój. Powietrze
było ciężkie od pracy. Piątek to dzień kiedy wydawane jest kilka czasopism.
Spółdzielnia drukarsko-poligraficzna zniewolenie miała ręce pełne roboty.
Ludzie nosili 8 ryz papieru na raz, jak dzieci noszące wszystkie zakupy z auta
do domu. Jednak to piętro niżej, w siedzibie Wolskiego, hackerprzestrzeni miała
miejsce prawdziwa praca. Przygotowania do wojny.

Jurysta, Hacker wielkiego potencjału, przodownik tego ruchu w Warszawie,
pracował nad swoim dziełem. Ekran komputera, podświetlał jego twarz bielą
edytora tekstu. Jego palce, jak tancerz intensywnego Tanga, bez przerwy w ruchu.
Nie przerwany strumień jakby boskiej prawdy; z niego, przez niego, na komputer.
Chaotyczne stąpie ze szkoły tańca pod nimi, jak głosy w kanonie, wturowało jemu,
pierwszemu śpiewakowi. Raz po raz. Znak po znaku. Pisała sie historia, ciężkimi
palcami, z ciężkim oddechem tworzona.

Dokoła ruch. Spojrzenia, lekkie, niepewne, nic do jego pewnej maniery. Oczy
spokojne, kontrolował wszystko na swój temat. Jak gracz pokera zna swoje
sygnały, tak on wie kiedy jego ciało chce go zdardzić. Szerzej napięta
przepona, bardziej napięte struny głosowe. To wszystko, pod jego kontrolą.
Jego ciało jak maszyna, która przyjmuje kofeinę i zmienia ją w geniusz.

Klik! Trzask! Wcisnął klawisz enter. "To sie dzieje" pomyślał, oddech wziąż
spokojny, miarowy. Szum drukarki. Papier wciągnięty, toner położony, dokument
gotowy. To było to, jego misja i cel właśnie sie zaczynały.

Wstał, kilka kroków. Odwrócił się, z biurka wziął kilka kartek, niepowodzenia
--- dowody. Do niszczarki, sprzęt klasy dyplomatycznej. Pyk, włączył. Szum, i
dowodów nie ma. Skuteczność jak CIA i dyski twarde w afryce --- prawie pełna.

Równie spokojnie zabrał swój wydruk, cud nauk prawniczych. Krok skierował do
wyjścia, tylko kilka kroków do wolności. "Jest. Już za drzwiami, do zobaczenia
drodzy, jeszcze tam będe --- polutować muszę" wymamrotał do siebie "C".

                    *  *  *

W siedzibie hakerprzestrzeni spokój właśnie zanikał. Drukarka
naklejek, urządzenie do głupich tekstów i etykiet stało sie centrum
uwagi. Na nim bowiem spoczywał tekst, który miał zmienić przyszłość po cichu. A
teraz? Krzyczał o nadchodzącej krucjacie --- pokazaniu całemu światu trupów w
ich szafie.


Rozdział 2:
Malutka karta SD potrafi przechowywać tekst nawet 3 milionów książek; a
etykietka czyjeś wszystkie grzechy. Tak członkowie przestrzeni całą noc czytali
to co zaraz wyjdzie na jaw, wszystkie zarzuty, grzechy, grzeszki i kłamstewka.
Jak przęstępcy złapani na gorącym uczynku próbowali dowiedzieć się, co jeszcze o
nich wiadomo.

Wyszły na jaw dzikie reprywatyzacje w wejherowie --- grzechy czasów bezprawia po
komunistycznego. To był jednak tylko początek. Była tam lista aktywności
niebezpiecznych. Ekstrakcja i synteza kwasu siarkowego, operowanie butli
sprężonego gazu z kurkiem przeznaczonym to użycia w instalacjach tymczasowych, w
stałej instalacji spawalniczej. To wszystko na niestabilnym trójnogu, na
nierównym betonie. Tortury zwierząt, świn, zrzucanie na nie wielotonowych
sejfów.

Wiedzieli że to ich złoczyny zostały udaremnione, jeszcze moment a wszystko
pójdzie z dymem. Jednak, jak to hakerzy mają w zwyczaju, nie poddali sie
prawdzie. Chcieli krzyczeć głośniej niż sprawiedliwość, jak dziecko w samolocie.
Zaczeli usuwać dowody, należąca do przestrzeni, dziko reprywatyzowana działka?
Nie ma, nigdy nie było. Świnia? To zabawka dla psów. Butla gazowa? Nigdy nie
była gazowa, ani butla. Kwas siarkowy? Nigdy, to przecież niebezpieczne --- takie
rzeczy tylko dla prawdziwych chemików.


Rozdział 3:
I tak nadszedł dzień sądny. Dowody w sieci, nic już po ucieczce. Miesiące pracy
detektywistycznej wreszcie zrealizowane. To jego triumf, i nikt mu tego nie
zabierze. Haker właśnie poinformował świat o źle jakie sączy sie z Wolskiego
lokalu na ulicy Miedzianej 301B. "To jest to..." powidział cicho. Teraz, z tą
samą samo kontrolą, lecz lekkością motyla wcisnął enter. Terminal okazał mu, iż
jego dzieło stworzenia zostało dopełnione. Lecz walka o prawdę dopiero sie
zaczynała.

    _nginx config successfully reloaded_

Jak na odpowiedzialnego sygnalistę przystało Hacker przesłał odpowiednie
informacje ogółowi członkowskiemu. Aby i oni o wszystkim wiedzil; niczym Edward
Śnieżnanora, używał aliasów adresu email firmy Neutron. "Nie chce tego robić...
ale... ale wiem-" przerwał nagle, to listonosz z listem poleconym. Otworzył
drzwi i szybko podpisał potwierdzenie odbioru, kopertę rzucił w kąt --- klient
email wciąż czekał na jego ostatnie kliknięcie.

Haker wsunął się przed monitor. Ekran rozświetlał jego skórę, cienie jak w
perfekcyjnej choreografii. "Muszę chronić ten świat przed..." przełknął mocno,
"hakerami!" wykrzyczał maniakalnie. Spojrzał ne ekran jeszcze raz. Choć lista
była cicha, widział, że za kulisami złoczyńcy palą dowodoy --- jak księgowi
firmy enron w 2001.

Jego małe mieszkanie było wyrazem jego walki o dobro publiczne. Tania tapeta,
nie działająca lodówka i stosy zuper chińskich --- to była cena prawdy. W rogu
szumiał serwer. Na nim middle relay TORa i Nginx, jak atrybuty współczesnej
Temidy, pracowały na sprawiedliwość.

                     *  *  *

Ciężkie drzwi z piskiem zawiasów suneły po podłodze. Haker ciężkim krokiem
kierował sie do siedziby Wolskiego zła. Nora, krajowej skali, cyberprzestępców
tuż pod nosami poligrafów. Stanąwszy przed czarnymi idealnie sterylnymi
drzwiami musiał podjąć ostateczną decyzję.

Krok w przód. Ręka na guzik --- klik! Muzyka dzwonka przeszyła powietrze.
Członkowaie przerwali niszczenie dokumentów i podrabianie archiwów. Prezes
podszedł do drzwi, spojrzał przez wizjer --- "...jezu! To on" pomyślał.
"Chowajcie dowody! On tu jest." rzucił do wszystkich w minor-roomie

<$c.d.n.>


<#TEKST>